50 najlepszych filmów lat 2020-2024 według Pełnej Sali

"Jedna bitwa po drugiej" to z jednej strony ballada o nieudanej rewolucji i niełatwej relacji ojca z córką, a z drugiej — koszmar o Ameryce zanurzonej w pogardzie wobec ludzi, którzy nie mają białego koloru skóry. Francuski reżyser Alain Guiraudie po raz kolejny opowiedział o pożądaniu, ale zrobił to w tak nieoczywisty sposób, że trudno nie docenić, jak brawurowo wywrócił w swoim filmie gatunkowe schematy. Błędem byłoby jednak postrzeganie Gorączki tylko przez pryzmat pesymizmu świata przedstawionego. To kino polityczne pozostawiające miejsce intelektualnej kompetencji widza — dziś rzadko spotykane, a przecież nader potrzebne.

Najlepsze filmy ostatnich lat – które warto obejrzeć?

Dogłębny portret epoki pozwalający wybrzmieć każdemu ze swoich bohaterów” – pisał o tym filmie nasz redaktor Kacper Słodki. Widzieliśmy to już wielokrotnie, choćby we wspomnianych wyżej tytułach z małego ekranu, u Oliviera Stone’a czy w innych klasykach kina politycznego. Wysokobudżetowa streamingowa superprodukcja Atlee to przewrotne, zabawne, politycznie zaangażowane widowisko, w pełni wykorzystujące charyzmę i zdolności aktorskie Shah Rukh Khana – żywej ikony indyjskiego kina.

Niemniej redukowanie sukcesu reżysera wyłącznie do niecodziennego skąpania taśmy w tęczowych kleksach technologicznej spermy wydaje się nie na miejscu. Jeśli estetyka może być głośna, termowizyjna perspektywa z pewnością wyraża krzyk – zarówno przyciągając uwagę uzależnionych od optycznego haju, jak i odstręczając znużonych barwnym hałasem. Kino dało nam wiele obrazów psychopatów, seryjnych morderców, zbrodniarzy wojennych, często pokazując zarówno ich dobrą, jak i przesiąkniętą złem twarz. Właśnie bijący z filmu spokój jest najcięższą z armat, które wytacza Glazer.

komentarzy do “100 najlepszych filmów wszech czasów”

Przyjęcie soczewki intymnej niemalże spowiedzi i bardzo osobistej perspektywy zmienia jednocześnie wydźwięk całości. Widzowie zabrani zostają na ponad dwugodzinną podróż przez cienie i traumy Ameryki, zarówno te ukryte w półcieniach zamkniętych przed sąsiadami mieszkań, jak i te widowiskowe jak systemowe prześladowanie kultury queer, czy epidemia AIDS. Kobieta, która całe swoje życie osnuła wokół walki z mnogimi tabu, niezwykle konserwatywnego wszak, społeczeństwa USA, na planie postanowiła opowiedzieć całą nagą prawdę. Największą treścią i wartością Całe to piękno i krew staje się dzięki temu niezwykle intymną opowieścią samej Goldin o własnym życiu. Wchodzi w objęcia śmierci dla oczyszczenia dusz widzów – tych, którzy pielęgnują idee romantyzmu. Na końcu tej niezwykłej, niemal trzygodzinnej przygody oczami bohaterów składa swoiste wyznanie wiary w niezwykłą moc kina, niezależną od tego, czy na jej istnienie mamy jakiekolwiek dowody.

Najlepsze uczelnie świata 2026: Polskie uniwersytety wśród światowej elity według rankingu CWUR

  • Często na pierwszy plan wychodzą komiksowe ciągoty Sieriebriennikowa, którym dał już upust chociażby w Lecie.
  • Warto przy tym zauważyć, że wojna i jej stronnictwa nie stanowią u Garlanda diagnozy politologicznej.
  • Najczęściej w jej pamięci pozostają pojedyncze gesty, uśmiechy, słowa, które stara się przywołać, błądząc po kolejnych kręgach historii i aktualizując ją za każdym razem, gdy wydaje się wystarczająco namacalna – jak mucha przelatująca przed nosem.
  • Widzowie zabrani zostają na ponad dwugodzinną podróż przez cienie i traumy Ameryki, zarówno te ukryte w półcieniach zamkniętych przed sąsiadami mieszkań, jak i te widowiskowe jak systemowe prześladowanie kultury queer, czy epidemia AIDS.

Uprawia w ten sposób wielopoziomową sztukę, która nie daje się zamknąć w jednej kategorii, czy to gatunkowego eksperymentu, czy filozoficznego rozważania nad esencją życia i wolności. … W ramach fabularnej tkanki porządek kontestują bohaterowie, a filmową materię z sukcesem przewraca na wszystkie strony sam reżyser. Dwa rozdziały Delikwentów stanowią swoisty awers i rewers opowieści o przygodzie odwracającej i redefiniującej życiowe porządki. Na miejscu to sprawne połączenie botanicznego romansu z metaforą kiełkowania, kina drogi o miejskich włóczęgach oraz nienachalnej komedii absurdu w znakomitym wydaniu. Analogowe mrowienie szesnastki i ingerencja w punkty ostrości z jednej strony wprowadzają w letni skwar, z drugiej zdają się symbolizować przemęczenie z niedospania i przepracowania.

Film zostawia duże pole do przemyśleń o życiu głównego bohater, przez co zachęca do zastanowienia się nad swoim obecnym punktem życiowym i tym gdzie zmierzamy jako jednostka. Jednocześnie nie jest to przesłodzona optymizmem narracja – raczej świetne kino z gatunku slice of life. Galeria postaci usłana jest osobowościami tak samo zmiennymi i wielowymiarowymi jak świat, który zamieszkują.

I choć pozornie brzmi to niczym błahostka, Koreeda szybko pokazuje nam, że pozory mylą. W swoim najnowszym filmie, nagrodzonym w 2023 w Cannes, Hirokazu Koreeda przedstawia historię nastoletniego Minato. Paradoksalnie jednak strona wizualna czy ścieżka dźwiękowa nie są tym, co najbardziej mnie do tej produkcji przyciąga. Nie jest to jednak zwykła próba udowodnienia reżyserki, że potrafi tworzyć piękne kadry – wtedy mielibyśmy piękny, ale ostatecznie pusty film. Jane Schoenbrun tworzy dzieło odnoszące się stylistycznie do takich reżyserów jak Gregg Araki czy David Lynch.

Zachwycaliśmy się jak reżyser opowiada o swojej rodzinie ze Krasnegostawu, ale trochę mniej uwagi poświęcano samemu obrazowi. O filmie Jesseiego Eisenberga w polskich mediach słyszeliśmy zwykle jako o tej „amerykańskiej produkcji o naszym kraju”. To opowieść nie tylko o adaptacji do nowego, nieznanego środowiska, ale również o rodzicielstwie, przyjaźni i poświęceniu. Jeśli nie mieliście okazji obejrzeć Dzikiego Robota w kinach, to nie jest to tak zaskakujące, jak mogłoby się wydawać. Odwiedziliśmy rekordową liczbę festiwali – zarówno w Polsce, jak i za granicą – i w rekordowym gronie zasiedliśmy do wyboru naszego TOP 20 minionego roku.

Nie chcąc jednak burzyć ich związku udaje, że wszystko jest okej, chociaż emocje w nim buzują. Tytułową rolę w tokijskim wystawieniu tej komedii gra uznany aktor i reżyser teatralny Yusuke Kafuku (Hideoshi Nishijima), do występu przygotowuje się jeżdżąc po mieście w swoim ukochanym czerwonym ‘krokodylu’, czyli Saabie 900 i słuchając przygotowanego przez swoją żonę, czytania scenariusza. Za współautorów filmu traktuje montażystkę Laurę Pawelę (działali razem już przy Ucieczce) oraz kompozytora/dźwiękowca Marcina Lenarczyka (m.in. filmy Smoczyńskiej, dokumenty Wolskiego, Cuske czy duetu Niewiera-Rosołowski). Mikurda, jak najbardziej słusznie, podkreśla kolektywność pracy nad Solaris Mon Amour. Chociaż każde z nich przedstawione zostało w filmie wyjątkowo subtelnie, w trakcie seansu nie sposób kasyno online uniknąć tożsamościowego brudu, powodującego pozytywny dyskomfort. Fabularny debiut Trương Minh Quýa to utwór o różnych cmentarzyskach – tych naturalnych, gdzie muszelki rozbijają skorupy o nabrzeże muskane falą; tych faktycznych, usłanych ciałami nieznanych żołnierzy i zawłaszczonych przez przemysł pamięci; oraz metaforycznych, wyznaczających horyzont marzeń o wolności.

W jednej ze scen pada takie pyszna metafora, że statyści dla filmu są jak cebula w burgerze, można oczywiście podać Ho bez niej, ale tak jak bez statystów film nie ma tła, tak burger bez cebuli nie ma pełni smaku. Sono stworzył prawdziwą odę dla tych pomijanych w różnych podsumowaniach i pracach naukowych ludzi. Nieprzypadkowo w tytule filmu pada nazwisko legendarnego niderlandzkiego grafika. Wspólna kolacja na świeżym powietrzu, kulminacyjny punkt filmu, szybko sprowadza go jednak do parteru. Leon jest bowiem klasycznym przykładem zapatrzonego w siebie człowieka, do którego nie dociera nawet mówienie „wielkimi literami”. Wielki ogień, zawierający się zresztą w oryginalnym tytule filmu, w wolnym tłumaczeniu oznaczającym „czerwone niebo” (Roter Himmel), wyznacza dramaturgiczną linię narracji Petzolda, balansującego między tonami komediowymi a gorzkimi.

Scenografia i kostiumy zachwycają dbałością o szczegóły, przenosząc widza w starannie wykreowaną, niemal baśniową rzeczywistość. Bohaterka jednak dąży do autonomii, samostanowienia i spełnienia. Mężczyźni próbują kierować jej życiem i wyborami, z jednej strony otaczają nadmierną troską, z drugiej – wykorzystują.

Co istotne zmiana lokacji nie sprawiła, że reżyser stracił swoje słynne poczucie humoru. Po raz kolejny także bardzo umiejętnie wykorzystany zostaje czas i jego ulotność, każdemu dialogowi towarzyszy długa i wszechogarniająca cisza, która wręcz odciska piętno na widzach. Apichatpong Weerasethakul udowadnia w swoim najnowszym projekcie, że jeśli chodzi o maestrię techniczną, znacznie przewyższa on większość swoich towarzyszy ze światowego nurtu. Stajemy się megabajtem zajętej pamięci na dysku, ale też sami produkujemy dowody na własne istnienie i na nasze grzechy. Przecież postrzegamy innych ludzi przez własne lęki, wiedzę i społeczne uwarunkowania. Obcujemy zatem jednocześnie z żywą tkanką wspomnień i jej technicznym negatywem, a granica między tymi dwiema płaszczyznami z każdą chwilą będzie ulegać coraz większemu zatarciu.

Trả lời

Email của bạn sẽ không được hiển thị công khai. Các trường bắt buộc được đánh dấu *